• Wpisów:207
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:265 dni temu
  • Licznik odwiedzin:10 973 / 1899 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
I tak też właśnie poezja...
 

 
Boję się trochę o siebie. Szaleję. Coś w mojej głowie szepcze. Nie wiem do końca o czym.

Słucham beznadziejnie romantycznych piosenek i jakoś tak smutno mi.

Brakuje mi jego dotyku. Słów. Tylko on potrafi szeptać w ten sposób, że stają mi wszystkie włoski na ciele. Kocham go. Bezgranicznie. Bezskutecznie. Bo nadal mam wrażanie, że on nie do końca jest mój. Zabiera mi go praca, rodzina. Przyjaciele. Mam ochotę na nich wszystkich warczeć.

Jestem okrutną romantyczką. Szukam absolutów we wszystkim, co mnie otacza. We mnie samej też. On jest moim absolutem. Ale czy ostatecznym? Chcę go spijać ze swoich ust do końca życia. Płynąć w jego objęciach.
  • awatar Gość: Weź mnie na kolana Przytul serdecznie - Chcę do takiego pana Co mnie kochał wiecznie Co kochał tak prawdziwie Bez narzekania I choć miłości tej się dziwię - Tylko taką chcę do kochania Weź mnie i ogarnij Obejmij ramionami Cały smutek mój zgarnij - Niech błogość okryje się nami.. Czy to coś o tym, co czujesz? :)
  • awatar Gość: Weź mnie na kolana Przytul serdecznie - Chcę do takiego pana Co mnie kochał wiecznie Co kochał tak prawdziwie Bez narzekania I choć w duszy temu się dziwię - Tylko taką chcę do kochania Weź mnie i ogarnij Obejmij ramionami Cały smutek mój zgarnij - Niech błogość okryje się nami..
  • awatar Gość: Biedactwo :( miłego dnia :3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Moja głowa czuje się lepiej, ale serce mam ściśnięte tak, że płaczę przy każdej, najgłupszej nawet okazji. Dzisiaj prawie rozpłakałam się w autobusie, bo pomyślałam o prezentach na Święta i o tym jak bardzo jestem wdzięczna moim rodzicom za wszystko.

Jestem kupką nieszczęścia.
 

 
Pierwszy dzień w pracy z odbieraniem telefonów. Pracuję teraz na infolinii przychodzącej w Orange. Jestem wsparciem sprzedawców generalnie.

Nie rozumiem dlaczego ostatnio wybucham płaczem, gdy rozmawiam z Lubym. Czuję się jak gówno, chciałabym zagrzebać się w łóżku i już nigdy nie wyjść. Ale za bardzo go kocham, żeby zrobić sobie coś takiego. Niech mnie ktoś uratuje.
 

 
Wracam tu jak zwykle z mętlikiem w głowie i supłem na żołądku. Nie czuję potrzeby, żeby opisywać to wszystko, co działo się ze mną wcześniej, więc nie będę wracać myślami. Napiszę, gdy będzie trzeba.

Paruje przede mną herbata i w sumie mój umysł też paruje. Czuję jakby uczucia zamieniły mi się w taką szarą, smutną kulkę, która niczego nie przypomina.

Od paru dni płaczę wieczorami i nie umiem się pozbierać. Sen nie pomaga, jedzenie też. Zdaje się, że znowu utknęłam i nie jestem w stanie uwolnić się od samej siebie.
  • awatar Ekscentryczny śledź: @Alek Brzozowski: Oj to nie przez mężczyznę. Od ponad roku jestem w bardzo szczęśliwym związku. Tak tylko czasem wracają mi lęki. To nawet nie depresja tylko obniżenie nastroju. Zwykle mija na dniach. Pomagam sobie pisaniem tutaj.
  • awatar Alek Brzozowski: A co tym razem dzieje się? Tamten czy już inny?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Piwo. Jedno, drugie. Przy trzecim zauważam jak cholernie przystojny jest. Jak duże i pełne życia ma oczy. I z jaką ciekawością patrzą one na mnie. Pomyślałam wtedy, że w sumie mogłabym go...
Znalazł moją rękę pod stolikiem w tym cholernie zapyziałym barze. Myśli uleciały mi lewym uchem i pewnie nigdy ich już nie złapię.
Zacisnął swoje palce na moich. Jeżeli to nie była magia, to nie wiem co nią było.
- To może być początek czegoś, czego bardzo się boisz. Pytanie tylko czy twój strach jest większy niż to, co teraz masz w oczach.
Miał miękki głos. Mówił z lekkim akcentem, który sprawiał, że jeszcze bardziej do niego lgnęłam. Cholera. Trzecie piwo było zdecydowanie złym pomysłem. Jak się później okazało... Nieostatnim tej nocy.
Taksówkarz był na tyle miły, że nie komentował naszego zachowania na tylnym siedzeniu jego samochodu. Może nie zależało mu za bardzo. Byliśmy pijani, płaciliśmy ekstra. Nie musiał wiedzieć po co i jak. My zresztą też nie wiedzieliśmy.
Drzwi zatrzasnęły się za nami z hukiem, który pewnie pobudził sąsiadów. Nieważne. Mieszkam przecież sama. To ja powinnam prowadzić go do łóżka, ale on zdaje się znał tę trasę lepiej.
Miał tak ciepłe ręce, że moje ciało samo do nich lgnęło. To tylko kwestia chwili. Oddechu na karku, zębów na obojczykach.

Rano obudziłam się z jego ręką na brzuchu i ustami na policzku. Miałam wrażenie, że pachnie rumiankiem, świeżą miętą i morską wodą. A powinien przecież potem i alkoholem.

Zastał mnie w jego koszuli, w kuchni. Próbowałam cicho zrobić nam śniadanie, ale nie udało się chyba.
- Kawa?
- Latte.
- Spieniacz masz w szufladzie pod mikrofalą.
- Żadnych pytań?
- Żadnych.
Przyciągnął mnie do siebie i wtulił twarz w moje włosy.
- Za długo cię szukałem.

Dzisiaj mija rok, od kiedy widzieliśmy się ostatni raz. Miło go wspominam, bo kłamał tak pięknie. I był dobry. Robił dobrą kawę i nie miał oporów przed tańczeniem w deszczu. Teraz mieszka w Londynie. Tam opowiada swoje kłamstwa. To nic. Ja też nie należę do najbardziej prawdomównych.
  • awatar Ekscentryczny śledź: @Alek Brzozowski: To nie moja historia. Często piszę tutaj wymyślone rzeczy, uczę się nadal składać dialogi i robić opisy - to mi pomaga. Zwykle na blogu prawdziwe rzeczy mieszają się z wymyślonymi sytuacjami.
  • awatar Alek Brzozowski: Kłamstwa pomiędzy bliskimi ludźmi to najgorsze, co może być. Jeśli Ty też kłamałaś - to skończyło się sprawiedliwie. Żadne z Was nie przeprosiło? ;)
  • awatar ToPerfectLi(f)e: Piękny, wręcz cudowny wpis. Ubolewam nad Twoim zniknięciem, jeśli wrócisz koniecznie daj znać, najlepiej na priv. Trzymaj się, kochana
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Emocje, których nie okazuję wcale nie przemijają. Gromadzą mi się gdzieś z tyłu głowy i odbijają gorzką czkawką w głowie w takie noce jak ta.
 

 
Jesteś jeszcze w drodze. Spokojnie, wszystko na końcu ułoży się tak jak miało się ułożyć. Wszystkim rządzi natura, to ona układa nam plan. Przecież żadne ziarno, które wiosną kiełkuje nie wie, że kiedyś stanie się potężnym drzewem. Nikt z nas nie wie.

Bądź spokojny. Bądź skupiony. Koniec końców wszystko się ułoży.

Zatrzymaj się na sekundę. Weź głęboki oddech. Zadzwoń do kogoś, kogo kochasz. Pójdź w miejsce, które lubisz. Wypij herbatę, kawę, łyk zimnej wody. Nie bój się. Masz przecież świat w rękach.
 

 
Kocham się w nim tak jak niezapominajki kochają się w niebie. I nawet nie jest mi z tego powodu za bardzo głupio.
 

 
Powinnam pisać więcej. Powinnam... Warsztat nieszlifowany rdzewieje. Damn. Może zrobić sobie kolejne wyzwanie? Tym razem na tym blogu? Tak, żeby mieć przymus składania jakichś tam zdań?

Obawiam się, że przestało mi się po prostu chcieć. Z moją głową jest coraz lepiej, ale tylko gdy było źle, naprawdę chciało mi się pisać. Ot, problemy.
 

 
Nie jestem już chora. Nie jestem. Nie potrzebuję już pomocy... Mimo tego, że przecież dzisiaj znowu zrobiłam sobie krzywdę. Przynajmniej teraz nie do krwi.

Tak mi powtarzał Damian. Były chłopak. Sadysta. Ból jest dobry. Ból wyzwala. Ból pomaga się uspokoić. Mam te słowa jak mantrę na stałe wbite do głowy. Śmieszne. Przecież minęło już tak długo.

Płaczę. Kurwa. Moje demony w głowie ciągle się śmieją. Ale zaraz będzie ok. Zaraz wezmę tabletki, otulę się swetrem, kołdrą, kocem, przytulę misia i postaram się nie myśleć. Póki co chyba muszę to wypłakać.

Damian lubił poniżać mnie publicznie. Nikt o tym za bardzo nie wie... No może oprócz paru znajomych, którzy mieli okazję to zobaczyć. I tak właśnie przez to wspomnienie coś, co dzisiaj mogło być po prostu trudną, ale spokojną rozmową z moim Lubym skończyło się na moim płaczu. Ataku paniki. Paznokciach na przedramieniu.

Nie poradziłam sobie z tymi wspomnieniami. Ze śmiechem za moimi plecami, gdy Damian wrzeszczał na mnie... Chyba jednak wolałam, gdy krzyczał. Wolałam to niż jego zimną furię i ten skurwysyńsko silny chwyt na nadgarstku, gdy wlókł mnie z powrotem do swojego mieszkania. Nienawidziłam go wtedy. Nadal nienawidzę. Trochę mi z tym głupio. Głupio, że nie potrafię wybaczyć.

Wstydzę się tego, że nadal dostaję ataku paniki, gdy o tym wszystkim myślę. Wstydzę się tego, że życzę mu najgorszych rzeczy w życiu. Wstydzę się tego.

Chciałabym, żeby ktoś zrobił mu tak, jak on zrobił mi. Żeby go złamał. Doprowadził do takiej depresji, do jakiej on mnie doprowadził. Żeby tak jak ja stracił siebie. Ale dobrze wiem, że on nie przeżyłby tego. Ja przeżyłam. Jestem silna. Będę jeszcze silniejsza. Mam dla kogo.

Nienawidzę się za te wspomnienia. Za to, że siedzę tu i płaczę. Za to wszystko. I za ten strach, który teraz czuję. Że to znowu zacznie mnie nawiedzać w snach.
  • awatar Gość: Jesli masz czyste sumienie, bedziesz spać spokojnie, nie bój się :)
  • awatar Gość: Nie bądź agresywna. Agresja niszczy Cie. Zastawia sidła na Twoje nogi, podcina Ci nogi, ślizgasz się i padasz. Nie atakuj, nie wyrażaj złych emocji - a bedziesz bardziej stabilna i szczęśliwa. Pokazywanie języka z wytrzeszczem oczu to dziecięce wyładowywanie agresji, dziecinne zachowanie. Wydawało Ci sie, że kontrolujesz sytuacje - a jednak upadłaś. Nie dałaś rady. Tak - bo okazywanie agresji wytrąciło Cie z równowagi, zachwialas sie i dlatego upadłaś. Twoja własna agresja Cie zgubiła :( ucz sie na własnych błędach, w końcu, prosze, BŁAGAM!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Znać go już rok. Rok zabawy, najsilniejszych uczuć w życiu i przeżywania... Znać go rok i wiedzieć, że on ma jeszcze tyle do zaoferowania, że poprzeczka jest tylko wyżej i wyżej.

Znać go rok. I za każdym dniem zakochiwać się w nim, cholera, ciągle od początku.

Jakby ktoś mnie kiedyś zapytał czym jest właściwie miłość, to odpowiem, że właśnie tym.
  • awatar Ekscentryczny śledź: @gość: Dokładnie tak!
  • awatar Gość: Znac go całe zycie - i zakochiwać sie w nim z roku na rok coraz bardziej.... Tak powinno być w każdym związku :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jest noc. Zimno. Nawet nie wiem jak bardzo, dopóki nie patrzę na swoje nogi. Trochę sine z zimna. Ale jest spokojnie - ja czuję się spokojnie, bo oni też są tacy. Siedzimy w parę osób, coś okropnie szumi mi w głowie, ale nie zwracam uwagi na to.

Próbuję skupić wzrok i słuch na chłopaku, który siedzi przede mną. Patrzy na mnie jak kot, który zaraz złapie mysz. A może tylko mi się zdaje. To podobno przyjaciele. Siedzę oparta plecami o ścianę. Zimno.

On na mnie patrzy i uśmiecha się gorzko.
- Ja tylko ranię ludzi, wiesz? - mówi do mnie.
Ktoś podaje mi piwo. Pasuję, przekazuję je dalej.
- Ludzie się mnie boją, wiesz? - pyta dalej.
Nie boję się go. Nie wiem dlaczego, ale to przecież podobno przyjaciel.
- Nawet nie wiesz jak skurwysyńsko to wszystko jest ciężkie. To, że wszyscy ode mnie uciekają. Dlaczego nie uciekasz?
Nie odpowiadam. Nie muszę.
- Wiesz, że mogę ci zrobić krzywdę. - stwierdza.
Wiem, ale z drugiej strony jestem przekonana, że nic mi nie zrobi. Mi nigdy nikt nic nie zrobił. Kto chciałby uderzyć taką miłą dziewczynkę? Taką, która słucha innych i nie szuka zwady. Która zawsze szuka kompromisów. Która nigdy nie rani.
Nikt nigdy mnie nie uderzył. Nie skrzywdził. Nie boję się.
Łapie mnie za kark. Patrzy mi w oczy i syczy coś, czego nie do końca rozumiem. Nikt nie reaguje. Ja widzę tylko te brązowe, sarnie oczy. Przecież nic mi nie zrobi... Prawda?
Nagle czuję jego zęby na szyi. Jest tak silny, że nawet gdybym chciała, nie dałabym rady go odsunąć. Przesuwa zębami dookoła, znacząc koło. Wgryza się głębiej. Nie krzyczę, nie odsuwam się, płaczę.
Jestem bezwładna.
Ktoś krzyczy. On przyciąga mnie do siebie. Wiem, że nie puści już nigdy.
W końcu puszcza. Nie mam siły, żeby zrobić mu cokolwiek. Opiera mnie o ścianę i odchodzi uśmiechnięty.

Trwam tak chwilę. Ona. Przystanek. Chcę uciec. Autobus. Telefon. On.

Poradziłam sobie już z tymi wspomnieniami? Chyba tak. Mimo że znowu tu nad nimi płaczę. Mimo że znowu jest źle. Ale nie będzie już gorzej. Jestem silna. Nigdy więcej nie upadnę na kolana.
  • awatar Ekscentryczny śledź: Mnie, mnie. Ale już sobie z tym radzę. Nie mam innego wyjścia niż trzymać głowę wysoko!
  • awatar Gość: "Dlaczego mnie zabijasz, chociaż Cie kocham? Dlaczego mi nie wierzysz, chociaż z twojego powodu szlocham? Dlaczego tak łatwo padasz i sie poddajesz I tak łatwo kogos ukochanego zostawiasz albo oddajesz? Oto pytania do niewidomych serc - dlaczego nie chcą widziec, chociaż mogą? Dlaczego zamiast odwagą i miloscią - okrywają się trwogą? Dlaczego serce jest głuche, głupie i nieme takie Choc ja i ty mamy problemy podobne albo jednakie? Czy to prawda, że w dobro wątpisz? Czy to prawda, że za chwilę w milosc zwątpisz? - A powiedz, co byś ty zrobiła na miejscu moim Gdyby mój strach zamiast we mnie - był w sercu twoim?"
  • awatar Gość: czy wiesz, że przeżyłam też taką historie w zyciu, po której tez nie moge sie podnieść? A moze nawet wiele takich historii... Ciezko jest potem wyrwać sie z autodestrukcyjnego odruchu smutku i niewiary w drugiego człowieka :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Wszystkiego najlepszego dla nas w rocznicę. Oby kolejny rok był... Lżejszy.
 

 
Gdy tak siedzieliśmy na tej cholernej klatce schodowej, a on mi mówił, że mnie kocha... Nie uwierzyłam. Nie mogłam zrozumieć jak ktoś taki jak on - przystojny, inteligentny, popularny - może pokochać dziewczynę taką jak ja... Rozsypaną psychicznie, z depresją. Dziewczynę, która ma tak spieprzoną osobowość...

Ale on tak na mnie patrzył... I w sumie nadal patrzy. Minął już prawie rok.
 

 
Pada mi w głowie deszcz... Szumi. Ktoś wie jak to wyłączyć?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Trzeci dzień bez mojej kochanej herbaty z cukrem. Robiła mi źle z wagą, więc musiałam rzucić. Trochę mi szkoda. Piję wodę i czuję się źle ze sobą i małą ilością kofeiny/teiny w organizmie.
 

 
Kiedyś powiedziałabym pewnie, że jestem kobietą, która pożąda w życiu takich rzeczy, które kiedyś w końcu ją zabiją. Ale teraz tak nie powiem. W końcu chyba dorosłam. W końcu nie jestem w wyniszczającym związku, w którym ktoś ciągle wykorzystuje moje dobre intencje. W końcu nie palę. W końcu też nie myślę o głupich rzeczach.

Jedno tylko się nie zmieniło... Nadal jestem oderwana trochę od rzeczywistości. Nadal błądzę myślami gdzieś daleko, daleko... Daleko.

Dużo się pozmieniało za to odnośnie mojego języka. Kurcze. Kiedyś rzucenie kurwą było dla mnie nie do pomyślenia. Dzisiaj nawet mojego Lubego nazywam chujem.
 

 
Trochę się martwię.

Jestem w fantastycznym związku, w którym czuję się naprawdę super... Ale. No właśnie. Boję się tego, że ja tak mało wkładam do niego. I że w sumie to Łukasz nie ma za co mnie kochać. Tak po prostu.

On gdyby chciał, mógłby rzucić sobie mnóstwo dziewczyn do stóp. Ale chciał się związać ze mną. I to nie tak na próbę. Chciał się związać tak na poważnie. Na całe życie. Może dlatego, że my oboje nie mamy już czasu i energii na nieudane związki.

Nie rozumiem tego, co on we mnie kocha. Dzięki niemu poznałam tyle rzeczy, nauczyłam się tak dużo o świecie... A ja? Ja go po prostu kocham, troszczę się o niego i dbam. Chociaż nawet w tym jestem słaba.

Mimo wszystko jest we mnie taka arogancka myśl, że nikt nigdy nie pokocha go tak mocno jak ja. I z nikim innym nie stworzy tak dobrej relacji. To chyba dlatego jestem tylko troszkę zazdrosna.

Kiedyś umrę na niepewność.


Ach... Jakby kogoś to interesowało, to nadal wrzucam swoje lepsze teksty na http://marou-satori.blogspot.com/
 

 
Z nim kawa nie jest instant, fast food zajmuje jakoś tak dłużej, a alkohol jest zupełnie niepotrzebny, żeby śmiać się histerycznie. Zakochana jestem poetyczniejsza i trochę obrzydliwa. Ale czy komuś to w ogóle przeszkadza?
 

 
Jestem okropnie, okropnie zmęczona. I nawet nie wiem za bardzo dlaczego. To pewnie dlatego, że spędziłam cały dzień w mojej głowie. A to nigdy nie jest zbyt zdrowe.

Czuję, że trochę oszukuję, gdy piszę z kimś na czacie i używam automatycznie emotek, nawet gdy nie uśmiecham się w rzeczywistości. Brzydka maniera, Aniu.

Wiem, wiem.

Ta. Rozmawiam ze sobą, bo ludzie są dzisiaj jakoś okrutnie irytujący.

Boję się przyszłości. Boję, boję i boję. Tak bardzo mam już dość strachu. Strach czeka w każdym pieprzonym kącie mojego życia. Czas może zamieszkać w kuli?

Wariuję. Przyślijcie pomoc.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Te walentynki to jest jednak coś, co chcę opisać. Bo było ekstremalnie super.

Ta niedziela zaczęła się dla mnie budzikiem o 10. Z Łukaszem umówiłam się na 12, ale do tego czasu musiałam zjeść śniadanie, wypić kawę, spróbować uspokoić myśli, wkleić moje życzenia do własnoręcznie zrobionej kartki i w ogóle zrobić się na bóstwo. To chwilę zajęło, ale wyrobiłam się przed czasem i przez ostatnie pół godziny siedziałam zestresowana przed kompem... Typowa ja.

O 12 przyszedł Łukasz. Dostałam od niego dwa mini Snickersy, które uwielbiam. Umówiliśmy się, że nie dajemy sobie prezentów, ale nie mogłam się powstrzymać i w sobotę wieczorem zrobiłam mu tradycyjne japońskie czekoladki. Taaa... Nie wyszły idealne, ale Łukasz nie narzekał. Chyba tylko dlatego, że tak bardzo mnie kocha.

Od 12 do 16 "słuchaliśmy muzyki", co ogólnie oznacza, że Łukasz zrobił sobie kawkę, usiedliśmy przed kompem a potem naturalnie wylądowaliśmy w łóżku. O 16 zebraliśmy dupska do kupy i wyszliśmy do kina. Dobrze, że jechaliśmy przez pewien czas autobusami, bo dało mi to możliwość ogarnięcia tyłka na tyle, że przy wejściu do kina, gdzie przywitał nas oczywiście ogromny tłum, nie dostałam ataku paniki ani czegoś podobnego. Na luzie wbiłam paznokcie w ramię Łukasza i poszliśmy. Chwilę później już siedzieliśmy w sali, gdzie mieliśmy obejrzeć "Deadpoola". Och... To był ekstremalnie dobry film. Naprawdę. Idźcie. Obejrzyjcie. Zachwyćcie się jak ja.

Ja aktualnie cierpię na okrutny brak pieniędzy (dosłownie żywię się chlebem z masłem), więc Łukasz stawiał. No i jestem tym samym mu winna 60 zł. A to oznacza... Że gotuję nam fancy obiad! Już się nie mogę doczekać! Hue, hue, hue. Oddaję kaskę za bilety, żarcie (bo nie ogarnęliśmy, gdzie są restauracje w tej galerii daleko, daleko za centrum Poznania) i jeszcze za bilard. Bo dlaczego by nie pograć sobie, skoro już jesteśmy w takim miejscu? Udało mi się wygrać jedną z dwóch gier i jestem z siebie tak dumna, że aż się chwalę tutaj.

A teraz kończę dzień pijąc gorące mleko i wsuwając kanapki z dżemem, bo trochę mi się go ostało w lodówce.

Łukasz zapytał mnie w autobusie czy wolałabym spędzić walentynki jak moja współlokatorka - jej chłopak zabrał ją na kolację do restauracji. Miałam okazję zobaczyć jak wystrojeni w garniak i sukienkę stoją przed lustrem i robią sobie zdjęcia... Wtedy powiedziałam, że jestem w stanie się dostosować do tego, co chce ta druga osoba... Ale teraz nie dostosowuję się. Po prostu się cieszę.
Teraz o tym myślę jeszcze raz. Tak. Zdecydowanie wolę moje trochę głupie, trochę dziwne, trochę źle zorganizowane walentynki.

Może to wszystko dlatego, że kocham go tak bardzo.
 

 
Zwykle nie mam problemu z tym, co mam wrzucić na swojego "głównego boga", ale teraz waham się cholernie. Bo z jednej strony mam ochotę okrutną, żeby zbojkotować walentynki i nie robić nic z tej okazji, ale z drugiej strony taki poradnik "Walentynkowe prezenty na ostatnią chwilę" brzmi naprawdę spoko. #problemy
 

 
Ach... I w ogóle, to Łukasz powiedział, że powinien mi skonfiskować portfel po tym jak kupiłam sobie w Biedronce dwa bloki z kolorowymi kartkami tylko dlatego, że miały Myszkę Minnie i Kubusia Puchatka na okładce. To jest moje życie i będę wydawać pieniądze na to, na co ja chcę! O! A jutro pójdę na piwo z kolegą! No!

Tak. Mentalnie mam sześć lat. No kto dał takiej dziewczynce dowód osobisty i kartę do konta...? Ja nie wiem. Nieodpowiedzialni rodzice!
  • awatar Ekscentryczny śledź: @Barbara Wayne: No! Ktoś normalny w końcu! <3
  • awatar Barbara Wayne: ten z myszką też bym chętnie kupiła! :D ja kupuje jak widzę księżniczki ostatnio sprawiłam sobie kubek z Bellą z pięknej i bestii haha
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт !: wydaje mi się ,że jemu chodziło o to żebyś nie wydawała pieniędzy na głupoty :P A pewnie według niego takie zeszyty to głupota :P więc nie stresuj się mówił w żarcie ale z przesłaniem :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Moja współlokatorka zapytała dzisiaj czy kiedyś myślałam o tym, żeby rzucić Łukasza. Rozmawiałyśmy o tym, że jej związek nie wygląda tak jakby chciała, żeby wyglądał. Powiedziałam jej, że nie. Że nigdy nie myślałam o tym, żeby go rzucić. To oczywiście kłamstwo. Zaraz na początku naszego związku działo się dużo różnych rzeczy. Ja miałam problemy z zaufaniem, on czuł się przez to okłamany i wynikały z tego wszystkiego bardzo nieprzyjemne rozmowy, podczas których ja płakałam a on patrzył smutno wszędzie, tylko nie na mnie.

I to chyba było ok. Bo związek to nie jest coś takiego magicznego, że jak się staje, to od razu jest idealne. Zdaje mi się, że związek to praca. Czasem trudna i żmudna. Czasem bardzo trudna. Związek to cholernie dużo rozmów. Czasem trudnych. Związek to ogrom słów, których nie chciałoby się może czasem usłyszeć.

Związek to codzienne docieranie się.

Złapałam się, że od jakiegoś... Pół (?) roku nie myślę o tym, jakby to było, gdybym jednak nie była z nim. Od tego czasu myślę o tym, jak poprawić nasz związek. Co muszę zrobić? Jak się zachować? O jakie zachowania prosić jego? Co mu powiedzieć?

Uderzyło mnie jakiś czas temu, że tak zapracowana szlifowaniem związku nie zauważyłam nawet, kiedy Łukasz stał się nieodzownym elementem mojej przyszłości. Chcę z nim żyć. Ufam mu na tyle, żeby nie tylko zasypiać przy nim i budzić się, ale też żeby podarować mu każdy kolejny dzień życia.

Czego Wam również życzę.
  • awatar Gość: Piszesz, ze w każdym związku musi byc nieprzyjemne docieranie sie na poczatku, bo tak jest u Ciebie. Otóż nie. Nie w każdym związku jest aż tak źle, jak u Ciebie. W Twoim związku nie było zaufania z Twojej strony, jak napisałaś - i słusznie zauważyłaś, że to było i jest przyczyną Waszych nie kończących sie problemów. Ale przeciez nie kazdy związek zaczyna sie od braku zaufania; przeważnie jest wlasnie odwrotnie - związek na ogół zaczyna sie przeciez od WIELKIEGO zaufania i wielkiej milosci. Dopiero potem wraz z utratą zaufania znika tez miłość. Jesli jednak zaufanie nie znika, miłość też nie znika. Bo moim zdaniem nie można nie kochać kogos, komu sie szczerym sercem ufa.
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт !: na początku zawsze jest magicznie *_* i wszystko się układa z czasem zaczyna się psuć ale wg mnie wynika to z tego,że bardziej zależy nam na drugiej osobie. Ale sama też niczego nie zrobisz jak to się mówi "do tańca trzeba dwojga" ważne by dwie osoby chciały zmienić na lepsze :) Mam nadzieje,że tak u Ciebie jest ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zajadam smutki czekoladą. Nienawidzę studiów, ludzi i tego, że jedzenie jest tak drogie.

Jutro druga w moim życiu rozmowa kwalifikacyjna. Coś ściska mnie w żołądku, ale nie wiem czy to podekscytowanie czy przerażenie.

Kocham go. Okrutnie. Niech tak już zostanie.

Marzy mi się dostać list. Szkoda, że już dawno umarli mi przyjaciele z internetu...

Oprócz Luspei. Ona jest wiecznie żywa!
 

 
Czytam mądrego bloga i płaczę. Płaczę, bo mogę. Płaczę, bo łzy ustawiają mi rzeczy w głowie i uczucia w sercu.

Zauważyłam, że podczas płaczu często wstrzymuję oddech. Nawet nie wiem dlaczego. Może po prostu część głowy mi wtedy umiera.

Jestem kłębkiem niespójnych uczuć, które raz po raz wybuchają niekontrolowane w różnych miejscach mojej głowy. Umrę na uczuciowość, naprawdę.

Dla niektórych dreszcze to oznaka zimna. U mnie to oznaka głębokiego smutku. To już chyba czas na sen... Sen. Sen.

Sny pełne słów. Rzadko uczuć. Rzadko obrazów. Potoki słów. Kiedyś się utopię, ktoś przejdzie na drugą stronę po moim truchle. Jemu też zdarzy się śmierć, bo wszyscy kiedyś musimy coś powiedzieć.

Mam bałagan w głowie. Nierówno przycięte paznokcie i uśmiecham się do kaktusa. To już chyba czas.
 

 
Otwieram okno. Szeroko. Jakiś czas temu wróciłam ze spotkania u najlepszego przyjaciela mojego mężczyzny... Teraz pozwalam sobie na zajęcie się głupotami. Muszę pozwolić mojemu mózgowi na odparowanie. Dzień spędzony na piciu kawy, jedzeniu lodów, graniu w mahjonga i bilard... To zdecydowanie cudowna sprawa, ale wykańcza umysłowo.

Introwertyzuję się.

Zapaliłam świeczkę zapachową - bez mnie uspokaja. Słucham dźwięków nocnego miasta. Szum samochodów, jakiś śmiech, wiatr między blokami. Poznań jakoś niespodziewanie stał się taki bliski.

Stwierdzam, że w sumie wyglądam jak kupa. Nadal mam na sobie sukienkę, którą założyłam na wyjście, ale pod nią już dres, bo nie chciało mi się poprawiać rajstop. Na to założyłam sobie jeszcze ogromny sweter ukradziony mamie. Włosy już splotłam w warkocz... Zdecydowanie nie wyglądam najlepiej. To ma jakieś znaczenie? Meh, przecież dobrze czuję się ze sobą.

Dzisiaj miałam możliwość pomyślenia sobie tak mocno sama ze sobą... Rzadko mi się tak zdarza, bo często uciekam od siebie gdzieś daleko, daleko w marzenia. Ale dzisiaj zmusiłam się do przemyśleń. Do uruchomienia rozsądku.

Bo ja przecież kocham Łukasza. Kompletnie, totalnie, absolutnie. Ale czy to dobrze? Czy tak właśnie miało być? Czy to ma sens? Na szczęście mój rozum zgadza się z sercem. Nie powiem, że Łukasz jest cudem, który mi się przydarzył, gdy sprawy szły źle, bo nie lubię być aż tak pompatyczna... Z drugiej jednak strony niewiele brakuje takiemu stwierdzeniu. Ale pal licho to jak się pojawił w moim życiu. Najważniejsze jest to, że czuję się przy nim bezpieczna, kochana... Adorowana. Te z Was, które były kiedyś kochane wiedzą o czym mówię.

Kocham po prostu te małe rzeczy, które robi. Wszystkie. Całowanie mnie w dłoń, gdy głaszczę go po policzku. Ten pocałunek nie jest zwykłą kurtuazją... Jest okazaniem głębokiej czułości, która zalewa mnie falą takiej miłości, że szumi mi od niej w głowie. Może odrobinę wariuję. Nie wiem. Uwielbiam, gdy głaszcze mnie po włosach i mówi, że są piękne. Albo gdy klepie mnie po głowie, gdy zrobię coś głupiego. Jestem odrobinę wariatką.

Jakoś tak niedawno dotarło do nas, że minęło już dziewięć miesięcy, odkąd jesteśmy razem. To trochę szalone. Parom zwykle po pół roku razem zaczyna się coś psuć. U nas ciągle jest coraz lepiej. Moja intuicja nie przeczuwa niczego złego, więc... Nie pozostaje nic innego jak cieszyć się.

Kiedyś będziemy stać ramię w ramię na szczycie świata. Na pewno.
 

 
Ech. Zapomniałam Wam opisać jak potoczyła się dalej historia z moim ex. I w ogóle się pozmieniało mi w życiu. Wywalili mnie ze stażu po 17 godzinach za jakieś badziewia... Ale na szczęście mam już propozycję kolejnego. Muszę tylko postarać się, żeby mnie przyjęli. Piszę tekst

A sprawa z telefonem została załatwiona tak: kupiłam kopertę, zapakowałam telefon, były zablokował mnie na fejsie. Więc to już chyba ewidentnie koniec. Ciekawostka jest taka, że były kiedyś kupił mi wibrator, "bo związek na odległość" i w ogóle. Ta, jakby mi w ogóle brakowało seksu z nim. No, ale ja tego badziewia nie używałam, więc... Odesłałam mu go w kopercie z karteczką "Take this with you, so you can go fuck yourself". Zagranie poniżej pasa i żałosne? Owszem.

Nie czuję się sobą ostatnio.
 

 
Po pierwsze to dziękuję za mega miłe komentarze i w ogóle. Jesteście super! <3

Sprawa wygląda tak: mój były faktycznie nie może mi zrobić NIC. Dosłownie nie ma jak mnie dotknąć tą całą sytuacją, ale... Wolę mu oddać ten telefon. Serio. Umówiliśmy się, że zapłaci za przesyłkę, ja mu go spakuję do paczkomatu i on go już sobie odbierze.

Aktualnie używałam tego telefonu, ale Łukasz zaoferował, że pożyczy mi swój stary dopóki nie zarobię sobie na nowy. No właśnie! Bo mi się już kończą praktyki, podpiszę umowę o staż i w końcu będę zarabiać. Jakoś sobie dozbieram do nowego telefonu. Szczególnie, że ten już odrobinę zaczyna szwankować... Jednak smartfony żyją krótko.

Wydaje mi się, że to po prostu lepsze wyjście dla moich najbliższych. Ten człowiek jest nie tylko głupi, ale też pokręcony. Nie chcę, żeby wydzwaniał do moich rodziców czy do braci. Oddam mu telefon i po sprawie. Wywalę go ze znajomych gdzie tylko się da i zablokuję możliwość kontaktowania się ze mną.

To nie zmienia faktu, że czuję się oczywiście skrzywdzona. Ale to nieważne. Swoją drogą... Niewiele jest rzeczy, których naprawdę się boję w Łukaszu, ale jego zimna pogarda do mojego byłego jest odrobinę... Przerażająca. Dobrze jest nie mieć w nim wroga.
 

 
Mój były napisał do mojego brata z pretensjami, że nie oddałam mu jeszcze pieniędzy za telefon, który dał mi na Gwiazdkę... W zeszłym roku. To była niespodzianka, więc... Ech. Ciekawostka jest też taka, że kupił go w Niemczech (tam mieszka), więc jest dużo droższy niż w Polsce... Czuję się trochę z tym beznadziejnie. Moi rodzice nie mają pieniędzy, żeby teraz mu oddać. Ja sama jeszcze nie zarabiam i w sumie nie za bardzo uśmiecha mi się wydawanie mojej pierwszej pensji na spłacenie mojego byłego...

Brat zaproponował, że mi pożyczy, ale szczerze nie chcę tego robić. To jest mój problem i powinnam się z nim zmierzyć sama, ale trochę nie chcę. To nie był mój pomysł, ja go nawet nigdy nie prosiłam o telefon... Rodzice już zamierzali mi wtedy zorganizować jakiś lepszy sprzęt i on o tym wiedział. Mam ochotę jednocześnie płakać i kogoś pobić.

Załamuję ręce... Trochę już wypłakałam tego stresu i nieprzyjemnych uczuć, ale... Ugh.

Dodatkowo były napisał, że jego rodzice mają "potwierdzenie zakupu" i że są "bardzo zdenerwowani" tym, że jeszcze nie oddałam tych pieniędzy, chociaż minęło już pół roku od momentu zakończenia naszego związku. Mam wrażenie, że próbuje mnie zastraszyć. Jeżeli będzie chciał wejść z tym na drogę sądową, to chyba pęknie mi serce.

Teraz tylko pytanie... Jak mogłam być z kimś takim?
  • awatar Insomniaa: Ja bym mu powiedziała, żeby się pie*dolił za przeproszeniem. Dla mnie takie rozliczanie się jest chore. Mój ex za 3 lata związku wystawił mi rachunek rzędu 5 tys. to parsknęłam przed nim śmiechem :P
  • awatar Luspea: Swoją drogą na miejscu twojego brata bym go wyśmiała, bo powołując się na rodziców zachowuje się tak bardzo jak gówniarz
  • awatar Luspea: Jak nie używasz telefonu to najprościej będzie go oddać, a jak używasz to też w sumie niech się goni, co on niby może zrobić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
I ja w sumie to nie wiem dlaczego ja tak go kocham.

Cholera. Wszystko jest tak cholernie popieprzone. I to zupełnie z mojej winy. Mogłabym pewnie być chociaż odrobinę mniej głupia i skupiona na sobie.

Najgorsza rzecz jaka dzisiaj się wydarzyła to w sumie nie to, że znowu się rozpłakałam przez swoje wspomnienia, nie to, że znowu zawiodłam Łukasza... Najgorsze było słyszeć jak szybko biło mu serce, gdy mnie przytulał i uspokajał.

Kiedyś pobiję się. Naprawdę. Może wtedy przestanę być idiotką.

Gdy inni mnie bili jakoś trzymałam się lepiej. Niech to wszystko szlag trafi. Ja chcę po prostu być z nim szczęśliwa. I pozwolić żeby on był szczęśliwy ze mną. Póki co rujnuję nam związek. Brawo ja.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie piszę tu, bo zwyczajnie znowu nie mam czasu. Jakby co, to powiedzmy, że żyję i słucham w kółko tego:
Trzymajcie się ciepło!
 

 
Przeziębiłam się. Cholera. Dla poprawienia sobie humoru przeglądam wzory origami i śpiewam piosenki typu

Upadłam nisko.

Poza tym... Przeglądam sobie sukienki z Boohoo... Takie ładne, tylko trochę mnie nie stać. Fuck me. Póki co zakochałam się w tej http://www.boohoo.com/going-out-dresses/tamsin-off-the-shoulder-skater-dress/invt/azz51307 - uwielbiam ten typ dekoltu, ale obawiam się, że moje ogromne ramiona się z nim nie polubią. Bywa.

Myślę nad prezentami i to mnie jakoś utrzymuje w dobrym nastroju. Gdyby kogoś interesowało, to nowy wpis wisi na Marou http://marou-satori.blogspot.com/
 

 
Nie mogę spać, więc piszę. Taktyka całkiem niezła.

W czwartek pojechałam do Łukasza na pływalnię, zjedliśmy coś dobrego, odwiózł mnie do mieszkania i tak się rozstaliśmy. Piątek przywitał mnie ogromnym bólem głowy i brakiem energii do czegokolwiek. Jak się okazało, na wyjazd integracyjny z firmy nie jechały trzy osoby, na których mi w sumie najbardziej zależało. Meh. Najważniejsze, że wyjazd udał się nieźle.

Wróciłam w sobotę, odespałam trochę, a w niedzielę Łukasz zaproponował gin z tonikiem. Dlaczego by nie? Został do poniedziałku, a ja odpuściłam sobie zajęcia. Chyba nie powinnam była, bo czuję się jak gówno. Serio.

Nie mogę spać. Okropne to... Zimno mi. Chciałabym umieć zamknąć moje lęki tak na zawsze poza moją świadomością, pogrzebać je gdzieś z tyłu głowy. Ale nie umiem. Wracają w te trudne, jesienne noce i psują mi krew.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mam w głowie taką jeszcze nie do końca dopracowaną ideę... Czegoś. Miłości może? Nie wiem. Spiszę to, co wiem, może kiedyś mi się wyklaruje.

Miłość nie przychodzi do mnie czysta. Nigdy. Pasją wypalam z niej niedoskonałości. Wyparzam brud. Rozpuszczam łzami wszystkie niedociągnięcia. Seksem wygarniam resztki śmieci. Moja miłość nigdy nie jest czysta. Jest pełna śmiechu, gniewu, płaczu, nierozumienia... Pasji. Bo o tę pasję mi właśnie chodzi. O to przytulenie, które wciska mnie w niego, o wzrok, którego nie mogę wytrzymać. O słowo "kocham" wypowiedziane tak mocno, że dostaję gęsiej skórki.

Taka tam... Idea.

A co u mnie? Nie żyję. Uczę się. Skończyłam książkę, biorę się za kolejną. Piję znowu nałogowo herbatę, to mnie wykończy kiedyś. Nie wzięłam dzisiaj na uczelnię mojego notesu do wierszy i oczywiście kilka całkiem niezłych pomysłów poszło w pizdu. Typowe. Kończy mi się żel pod prysznic, nienawidzę ich kupować, ale mus to mus. Muszę wyczarować sobie jakąś odżywkę do włosów, bo sypie się ze mnie. Jutro odbiorę decyzję o stypendium. Trzymajcie kciuki... I zostałam ciocią. Bratu urodziła się córka. Powinnam się cieszyć, ale fakt, że oni nie mają jeszcze ślubu, ona jest rozwódką, nie poznaliśmy jeszcze jej rodziców... To trochę mnie męczy. Nieważne.

A jutro znowu widzę się z Łukaszem. Żołądek mi się zwija na tę myśl, bo tęsknię. To takie ciekawe, że szczęście robi mi takie dziwy z organizmem. Może po prostu tak działa miłość?

Dla rozluźnienia słucham sobie Franka. Bo to fajny facet jest.
 

 
Nie mam pomysłu na bloga, nie mam pomysłu na siebie... Więc pierdolę od rzeczy. To chyba żadne zaskoczenie?

Umówiłam się do ginekologa... Nie będę nikogo oszukiwać, że robię to dla zdrowia. Ja po prostu potrzebuję tabsów antykoncepcyjnych. Jak mama to usłyszy, to dostanie zawału. Gwarantowane. Nic na to nie poradzę, że dorastam, mamo...

Bracia będą mieli dzieci, ja będę ciocią... Nie czuję się na siłach. Jakoś to będzie.

Dobrze, że przynajmniej w biurze jest dobrze. Ci z Was, którzy dołączyli niedawno do tego bloga nie wiedzą... Robię sobie praktyki w pewnej poznańskiej firmie. Piszę tam teksty i generalnie bawię się zajebiście. Tam czuję się potrzebna i lubiana. I nikt mi zarzuca, że NIE UMIEM. Po prostu tłumaczą mi rzeczy, których nie rozumiem. Chciałabym, żeby moje studia wyglądały podobnie. Nie ma takiej opcji, wiem.

Te praktyki to tak w ramach samodoskonalenia - nie z przykazania uczelni. No cóż... Wyssały ze mnie resztki wolnego czasu, ale nie narzekam. Żyję. A to jest najważniejsze. Prawda?

Mam ochotę znowu coś napisać. Coś... Nie wiem co. Trzymajcie kciuki za to coś. Przyda mu się.
 

 
Wiecie co mnie wkurwia? Gdy ilość kromek chleba tostowego w paczce jest nieparzysta. Co tu się, kurwa, wyprawia?!

Planuję kolejne spotkanie na obiad z Łukaszem. Ostatnio jedliśmy burgery, które były nawet dobre... Biorąc pod uwagę to, że to ja je robiłam!

Marzy mi się romantyczna kolacja z nim. Wiecie, czerwone wino, czarna sukienka, może jakieś świece... Nie wiem jeszcze. Ale na pewno coś w chuj klasycznie romantycznego. Takiego do porzygu. Nie wiem co mi odbiło, ale Łukasz z jakiegoś powodu wyciąga ze mnie moją najbardziej kobiecą stronę. Nie narzekam. Jak tylko będę miała chwilę czasu, to zaproszę go. Tak.

Dla niego mam ochotę ciągle malować paznokcie, czesać ładnie włosy i ogólnie wyglądać lepiej. I wzdychać prosto w jego usta. Ale to już inna sprawa. No i oczywiście gotować. Robię się pieprzoną kurą domową. Przy czym "pieprzoną" nie jest przypadkowe.

Pasujemy do siebie jak mleko i kawa - zajebiści razem, ale osobno jesteśmy też genialni. Mam nadzieję, że on nadal będzie miał ochotę na latte...
  • awatar heath: Hehe, pieprzona kura domowa od razu zabrzmiała jakoś lepiej xd Kochana, to nie jest romantyczne, tylko sentymentalne. Co ty robiłaś w liceum? :P (Czepiam się dla lajków. Szkoda, że ich tu mnie ma.) Fajny post, tylko kto jeszcze pije latte?
  • awatar Ch!c G!rl: świetny, wciągający wpis, aż ciekawa jestem kolejnego postu! pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chyba w końcu będę miała czas, żeby coś tutaj popisać. Oby. Inaczej zacznę rzucać ciężkimi przedmiotami. Albo znajomymi. Ewentualnie moim facetem.

Ciężko jest mi, bo Łukasz wyszedł kilka godzin temu, a mój pokój nadal nim pachnie. Tak jak pościel. Ja w sumie też jeszcze nim pachnę.

Nie wiem dlaczego, ale seks z nim ostatnio stał się dla mnie największym funem pod słońcem. Żeby nie było - zawsze lubiłam z nim sypiać, ale teraz... Teraz chyba lecę na niego jeszcze bardziej.

Można powiedzieć, że zaczynają mi pękać bariery. Ale tak totalnie na poważnie. Nie walczę już z myślami odnośnie jego - po prostu je przyjmuję i cieszę się z nich jak pojebana. Prawie zupełnie przestałam się go bać. Gdzieś jeszcze tylko jest taka mała myśl, że coś może jebnąć, ale nie przejmuję się nią bardzo. W końcu czarnowidztwo to moje drugie imię.

Rany. Zwykle jestem nie do wytrzymania, gdy targają mną silne emocje. A jak jestem zakochana, to już w ogóle wszystko się jebie. Jak ja z nim. Nieważne. Ślę Wam buziaki!

A gdyby ktoś był zainteresowany... http://marou-satori.blogspot.com/


Chciałabym tak wyciągnąć z niego jego duszę i schować ją w swoim sercu, żeby nikt więcej nigdy jej nie skrzywdził. Głupie są te moje senne marzenia.
  • awatar imjustme: rozumiem cię , też jestem tak zakochana i charakteryzuje się w czarnowidzeniu
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›