• Wpisów:207
  • Średnio co: 9 dni
  • Ostatni wpis:297 dni temu
  • Licznik odwiedzin:11 071 / 1931 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie czuję się za dobrze, więc nie śpię. Nie umiem poradzić sobie z prostymi problemami w życiu, więc zamykam się w swoim umyśle i wypłakuję... Upoetycznianie moich problemów jest manierą, której nie potrafię się pozbyć. Well... Chociaż tutaj może zostanę szczera z rzeczywistością.

Koszmary są chyba reakcją mojego umysłu na stres. Dzisiaj na przykład dręczyło mnie całą noc to, że nie mam kaski... Przez kolejny tydzień czeka mnie ostre oszczędzanie, bo rodzice wydali ostatnio sporo na Wszystkich Świętych. Do 15, czyli momentu, gdy mama dostanie rentę raczej nie dostanę nic, a na koncie została już tylko złotówka. To tak naprawdę nic strasznego - bywało gorzej. Tylko... To oznacza, że będę musiała się jakoś ukryć przed dziewczynami. Ech. Dam jakoś radę.

Proszenie o pożyczenie kasy nie wchodzi w grę - nienawidzę długów. Poza tym chyba nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że mam problemy z pieniędzmi. Nie uśmiecha mi się psucie tego... Więc sobie narzekam. Wybaczcie.

Boję się też tego, że sobie nie radzę ze swoją depresją. Zauważam u siebie ogromny postęp - pokazuję bez problemów większość emocji, rzadko już bywam w stanie otępienia. Niepokoi mnie tylko moje wpadanie w stany euforyczne. To pewnie bardzo miło wygląda z boku, bo przecież nagle zaczynam się bardzo cieszyć, a wcześniej tego nigdy nie robiłam. Ale... Ale... No właśnie - mój umysł nie do końca dobrze odróżnia szczęście od euforii. Czasem cieszy się okropnie z błahych rzeczy, czasem nie zauważa naprawdę dużych sukcesów. To mnie okrutnie martwi.

Nie zmienia to oczywiście faktu, że cieszę się z tego, że jest znacznie lepiej. Wychodzę do ludzi, oni mnie lubią, rozumiem ich, nie oceniam, coraz rzadziej manipuluję... I mówię im ciągle, że jestem chora psychicznie. Znajomi uważają mnie albo za wariatkę, albo za wariatkę. Tak.

Mam nadzieję, że teraz zasnę lepiej. Świat nie jest już tak przerażający, chociaż to może przez to, że przez łzy widzę go tak jakoś niewyraźnie... Umyłam naczynia, sprzątnęłam w pokoju, pościeliłam ładnie łóżko, wzięłam bardzo długą i bardzo gorącą kąpiel, wypiłam bardzo słodką herbatę, zmyłam i ścięłam paznokcie, zrobiłam sobie ładnego warkoczyka, żeby jutro włosy ułożyły mi się w fale... Chyba koniec tego czasu dla siebie. Od jutra czeka znowu zapierdalanie. Dzień dobry Wam wszystkim w poniedziałek!
  • awatar Ch!c G!rl: mam bardzo podobnie, to przerażające czasami i męczące, koszmary, bezsenność przyzwyczajam się, walczę z własnym umysłem, choć mam czasem wrażenie, bez efektu
  • awatar imjustme: myśl pozytywnie , to najważniejsze
  • awatar Ekscentryczny śledź: @gość: Gorącą kąpiel w samotności :) Chociaż dzięki mojej paranoi nigdy nie jestem tak zupełnie sama!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jedną z rzeczy, którą wyniosłam z mojego domu rodzinnego jest zdanie, którego mój ojciec nie wypowiedział, ale powtarza mi w różnych formach... Ja o tym myślę w ten sposób: "Lepiej, żeby ludzie wokół ciebie nie znali twoich motywów. A jeżeli już muszą, to lepiej, żeby nie znali twoich PRAWDZIWYCH motywów". Czy to nie jest piękne?

A skoro już zrobiło się tak miło, to może coś niemiłego? No dobra. To nie jest niemiłe, ale na pewno trochę żałosne... Jak bardzo żałosne jest to, że tak tęsknię za Łukaszem, że przytulam się do jego koszulki i wzdycham do jego zdjęcia na telefonie? God, przecież widziałam go wczoraj! Jutro już spotkamy się na dłużej i będziemy mogli porozmawiać na spokojnie... Jesteśmy ze sobą już od maja, ffs! A ja zachowuję się jakbym... No nie wiem, znała go tydzień. Może półtora.

Ech. Czuję swoje mokre włosy na plecach i uśmiecham się trochę do siebie - dawno nie miałam tak długich kłaków na głowie. A będą jeszcze dłuższe - chcę je tak do pasa. Potem dopiero będę kombinować z kolorami i tak dalej. Marzy mi się znowu czerwony. Ale do tego daleka droga. Chyba potrzebuję jakieś odżywki czy innego cuda. Ktoś, coś?

Cholera... On ma całe galaktyki w oczach. I taką jakąś okropną magię w dłoniach, której nie mogę znieść na swojej skórze. Jednocześnie nie chcę, żeby mnie dotykał, a z drugiej... God. Potrzebuję snu. Snu albo seksu. Borze Szumiący! Daj mi na siebie siły!

Jestem romantycznie, beznadziejnie zakochana.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jestem kupą. Okropną, koszmarną kupą. Gównem strasznym.

Płaczę od pewnego czasu. Trzęsą mi się ręce. Nie wiem co mam teraz zrobić. W sumie to mnie nawet nie dziwi. Kiedyś często byłam w tym stanie. Tylko wcześniej mniej mnie to chyba przerażało. Odzwyczaiłam się od bezsilności.

Przeraża mnie to, że tak gładko moje myśli wędrują w kierunku samookaleczenia. To ulżyłoby mi tak szybko... Paznokcie na brzuchu, przecież robiłam to już kiedyś. Nikt nie zauważyłby. Tylko... Czuję ohydę na myśl, że mogłabym skrzywdzić ciało, które on kocha... Bo przecież kocha. Prawda? Kocha.

Mam też wizję mojej przyjaciółki pochylonej nad umywalką. Z żyletką w ręku. I tą cholerną rozpaczą w oczach, którą ja przecież tak dobrze rozumiem, bo ona to ja. Tak bardzo my obie.

Chce mi się też wymiotować. Muszę chyba wypić gorzką herbatę, bo ostatnia rzecz, którą chcę zobaczyć, to moja kolacja w muszli.

Nie, nie mam siły, żeby pisać dalej. Jutro będę mieć. Wstanę z uśmiechem na twarzy i pójdę zamordować za moje łzy.
 

 
Ten moment, gdy zrozumiałam, że 80% lasek z tymi "super ekstra zajebistymi herstajlami" nosi doczepiane kłaki <3 Moje życie nigdy nie będzie już takie samo. Serio.

Dziwnie jest w końcu mieć czas na życie. Na posiedzenie przy herbacie, na poczytanie o tym, co się naprawdę kocha (czyli w moim przypadku o pisaniu).

Z ulgą jednak myślę o powrocie do Poznania. Tam czeka na mnie moje prawdziwe życie i prawdziwe problemy. Tutaj jestem trochę zamknięta w nieswoim świecie. We wtorek znowu pójdę do biura, znowu pogadam ze znajomymi... Albo cokolwiek.

Tymczasem... Uciekam! Dobranoc Wam wszystkim!
 

 
When the INFJ is a part of something bigger than themselves, they are truly at their best.

To u góry to tylko takie dla mnie, jeżeli nie wiecie czym jest INFJ, to nieważne. Serio.

W piątek znowu byłam w biurze i trochę się chyba zakochuję w tym miejscu. Pracuję z okropnie fajnymi ludźmi, którzy traktują swoją pracę jak zabawę <3 Dla żadnego z nich to chyba nie jest główny środek utrzymania, co trochę mówi o zarobkach w tej firmie, ale meh z tym. Ja też chcę tam tylko dorobić. O ile w ogóle przyjmą mnie tam na staż... Te bezpłatne praktyki pewnie i tak dużo mi dadzą, więc nie narzekam!

Jestem teraz na wsi i w końcu doceniam ten spokój wkoło. Tu nic nie warczy, nie hałasuje, czasem tylko cicho zaśpiewa jakiś ptak <3 No i jedzenie jest za darmo! No pięknie po prostu! Zbieram siły na kolejny tydzień. Trzymajcie kciuki, żebym nie zwariowała!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnio... Ostatnio dzieje się sporo rzeczy.

Dzisiaj pod prysznicem doszłam do wniosku, że świat dla Łukasza jest jednym wielkim placem zabaw. A on jest jak dziecko, ale absolutnie nie jest zagubionym dzieckiem we mgle. Jest dorosłym dzieckiem. Z mnóstwem umiejętności. Tak, wiem. Oksymoron. Dorosłe dziecko. Ale on taki jest! To zupełnie dorosły facet z doświadczeniem starego dorosłego i podejściem do życia dziecka.

Idziemy spać, bo pierdolę od rzeczy. Do szybkiego napisania, Misiaczki!
 

 
Life is just a ride. Relax and enjoy it. It's only thing you can do about that.

To jest coś, co koniecznie muszę zapamiętać i przypominać sobie za każdym razem, gdy moje demony w głowie krzyczą.

Relaks. Spokojnie. Tak właśnie miało być.
  • awatar imjustme: Pamiętaj że nastawianie jest najważniejsze : MYŚL POZYTYWNIE
  • awatar Ekscentryczny śledź: @Noli timere te esse: Może jeżeli wyjdziesz do sklepu, stanie się po drodze coś naprawdę magicznego? Nerwy od czasu do czasu, tak. Ale nie wpadanie w panikę codziennie!
  • awatar Noli timere te esse: Nie działa, testowałam. Dla przykładu; Jesteś głodna. Własnoręcznie zabierasz się za robienie kanapek. Na chwilę się odwracasz, a nagle zastajesz pusty talerz. Ktoś ci je już zjadł. Skończył się chleb. Jesteś zbyt leniwa, żeby iść do sklepu. I wtedy stoisz na rozdrożu: Czy tak właśnie miało być? Myślę, że byłoby wręcz dziwnie; gdybyś nadal była w pełni zrelaksowana. Nerwy od czasu do czasu wskazane X
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ok. Oficjalnie Łukasz do najlepszy facet na świecie. Bez dwóch zdań. Nie byłam w stanie wstać dzisiaj rano z łóżka - w moim mózgu zrobiła się jakaś potworna makarena, która nie dała mi się nawet ubrać. Więc zasnęłam i obudziłam się o 11. Pierwsza rzecz, jaką zobaczyłam, to wiadomość od Łukasza. Pogadaliśmy chwilę, zadzwonił do mnie i zapytał czy ma wpaść, bo i tak ma dzień wolny. Powiedziałam, że tak, bo jedyna rzecz jaka była w stanie mnie uchronić przed totalnym ześwirowaniem, to jego oskarżający wzrok i mocne ramiona.

I przyjechał, ja oczywiście zapłakana, w piżamach, owinięta kołdrą... Zrobił mi kawę, kupił ciasto i jeszcze przywiózł lizaki! Ten człowiek nie przestaje mnie zaskakiwać. W kilka godzin doprowadził mnie do ładu. Teraz siedzę sobie w pokoju, już ubrana i z planem na jutro... Jestem mu tak cholernie wdzięczna! Bo ja wiem, że gdyby nie zależało mu na mnie, nie ruszyłby nawet palcem. A tak... Ugh! Szaleje za nim! Okropnie!

Ekhm!

A teraz koniec entuzjazmowania się, bo mi to imidż psuje.

Jesień jest okropnie piękna tego roku. I nie wiem czy to przez te jego oczy czy przez to, że w końcu jestem szczęśliwa. A może po prostu mamy więcej słońca?

Napisałam na swoim "dorosłym" blogu coś, więc zapraszam na http://marou-satori.blogspot.com/

Mam obsesję na punkcie tej piosenki, wybaczcie!
 

 
Łukasz lubi, gdy piszę tutaj, a nie na blogu na blogspocie, bo tutaj podobno mniej pierdolę. Więc piszę też tutaj... Bo w sumie jest o czym pisać, a ja jestem ewidentnie w stanie do pierdolenia od rzeczy. Czyli w idealnym do wpisu tutaj.

Poważnie rozważam to czy nie brać lapka na uczelnię - tam panuje atmosfera skupienia i pracy, może lepiej będzie mi się pisało w laboratoriach? Nie mam pojęcia.

Jestem po pierwszym dniu pracy na praktykach. Pierwsze pięć godzin i niestety już się zakochałam w moim biurze. Team, którego jestem częścią, to grupa bardzo młodych ludzi. Przyjęli mnie w cholerę ciepło i czuję się już jak część grupy. Może to kwestia mojego wątpliwego uroku osobistego, może umiejętności społecznych (równie wątpliwe)... A może to po prostu fajni ludzie są.

Na uczelni jest ciężko w chuj, bo nauki dużo, a ja dosłownie nie mam czasu, żeby usiąść i zjeść porządny obiad. I tak mi się to właśnie podoba. Nie ma czasu na narzekanie - trzeba napierdalać!

Jestem zmęczona... Strasznie. Zasnęłam dzisiaj o 19 i obudziłam się chwilę po 22. To nie jest dla mnie normalne, więc trochę #strach, ale to nic. Dam radę.

W piątek wracam na wieś. To będzie trochę dziwne, bo nie byłam tam od września... Mam nadzieję, że nie wybije mnie z mojego rytmu.

Trzymajcie się ciepło, bo jesień bywa nieprzyjemna!


A wszystkich tych, którzy interesują się poezją/pierdoleniem od rzeczy zapraszam tutaj! http://marou-satori.blogspot.com/
 

 
W końcu mam czas... Tak bardzo brakowało mi tego.

Kolejny tydzień zapowiada się jeszcze gorzej - zaczynam praktyki. Ale moment... Wy nic o tym wszystkim nie wiecie!

Jakiś czas temu, w ramach mojego szukania pracy, wysłałam do masy miejsc swoje CV. Ostatnio odezwała się do mnie firma, która zajmuje się rekrutacją pracowników dla innych firm - szukają kogoś na bezpłatne praktyki. Przyjęli mnie na nie! Będę zajmować się pisaniem tekstów jako copywriter... Póki co to bezpłatne praktyki, ale mam szansę na płatny staż. A potem nawet na zatrudnienie... Cieszę się strasznie, ale to pewnie wyssie ze mnie resztę wolnego czasu.

Poza tym... Dzisiaj mija 5 miesięcy, odkąd poznałam Łukasza. Wczoraj mieliśmy w końcu czas, żeby poleżeć obok siebie, posłuchać swoich przemyśleń i po prostu być. Zafascynowana patrzyłam na jego twarz, oczy, usta. Nie mam pojęcia jak to się dzieje, że on mnie kocha... Ale nie kwestionuję tego.

On jest tak cholernie silny. I to nie tylko fizycznie. Zawsze dziwię się, gdy kładę rękę na jego sercu i czuję jak mocno bije. On cały jest trochę przerażający w tej swojej sile. Ja wiem, że to oczywista przesada i Łukasz pewnie też tak stwierdzi, ale... Meh z tym. Mam wrażenie, że naprawdę mógłby podbić świat.

To chyba trochę słabe, że tak bardzo się nad nim rozczulam. I że tak bardzo lubię głaskać go po włosach, gdy śpi. I że gdybym mogła, ciągle trzymałabym go obok siebie, żeby mieć pewność, że nic mu się nie stanie. To takie głupie. On nie potrzebuje ochrony. A już na pewno nie mojej. A nadal mam takie myśli.

Teraz chyba w końcu pójdę spać, bo muszę odespać. Żyjcie, moi drodzy.
 

 
Oh God. Nie mam czasu. Zupełnie. Nawet na to, żeby usiąść i napisać coś tutaj. W sumie lubię życie na takich obrotach, ale jadę ciągle na kawie i nie wiem czy długo tak dam radę.

Oprócz piątku mam zajęcia od rana aż do 19... A teraz jeszcze udało mi się załatwić sobie praktyki, więc pewnie piątek też będę spędzać na pracy. Kawo, ratuj!

Jestem coraz mocniej zakochana. Okropnie mi się to podoba. Mimo że jestem w związku, nie czuję się w żaden sposób ograniczona. To takie piękne, że Łukasz chce mnie rozwijać a nie dopasowywać do swoich potrzeb. Jest trochę za fajny, żeby być realny, ale nie przejmuję się tym za bardzo.

Jutro znowu będę zdychać na uczelni, bo przecież zajęcia od ósmej... Dobrze, że przynajmniej obiad mam zrobiony. Jeżeli do końca miesiąca nie napiszę, to pewnie zabił mnie brak czasu. #niepolecam

I ten... Jeżeli dotarłeś do tego miejsca, drogi Czytelniku, to zostaw po sobie jakiś ślad w komentarzu. To może być nawet tylko kropka! Z góry dziękuję!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Drogi Październiku! #3

Pisałam do Ciebie wczoraj... I przedwczoraj też, ale jakoś tak nie potrafiłam złożyć do kupy tego, co tak naprawdę chcę Ci powiedzieć. Może przez to, że mam w głowie kisiel.

Nienawidzę samotności, szczerze. Dostaję bardzo silnych ataków paniki, gdy jestem zupełnie sama. Ty też tak masz? Oby nie. Nie życzę tego nikomu.

Jestem dzisiaj bardzo smutna. Płaczę trochę, zwijam się w kulkę na krześle, owijam dokładnie swetrem i wyobrażam sobie jutro. Jutro będzie już lepiej. Zwykle jest.

Mam zimne dłonie, łzy w oczach i taki nieprzyjemny ucisk w żołądku. Mam nadzieję, że Ty trzymasz się lepiej.

W końcu przyniosłeś mi prawdziwą jesień - zimne noce, chłodne poranki, złote liście, mgłę. Spraw, żebym była żywa na tyle, żeby się tym cieszyć. Proszę.
 

 
Jest nieźle ze mną ostatnio. Ataki paniki udaje mi się opanowywać prawie natychmiast. Śpię już prawie bez problemów. Kocham i czuję się kochana. Tylko ten głos...

Czas pogodzić się z tym, że nigdy nie będę tak w stu procentach zdrowa. Oby tylko on nadal mnie kochał.
  • awatar imjustme: Życze szczęścia w związku i powodzenia w wzmaganiu z atakami paniki
  • awatar Emocjonalhard: Cieszy mnie to, że jednak panika jest do opanowania...czyli muszę się bardziej postarać. Bardzo fajny blog. Mam nadzieję, że będzie kochał.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Drogi Październiku! #2

Te jesienne, chłodnawe już noce chyba źle na mnie działają. Obudziłam się z okropnym bólem głowy i bez żadnej ochoty na wychodzenie z łóżka. Dzisiaj nie mam żadnych zajęć, więc mogę się jeszcze polenić.

Znowu przynosisz mi niepokój. Ściska mnie w żołądku... Chciałabym się schować, ale wiem, że tylko działanie uspokoi moje nerwy. Na bezsilność najlepsza jest po prostu praca. Praca nad sobą, nad własnymi umiejętnościami, nad lękami. Leżenie na łóżku nie przynosi nic, ściąga mnie tylko głębiej w spiralę lęków i drżenia rąk. Dlatego też dzisiaj wychodzę. Mam zamiar iść i działać. Nawet jeżeli miałoby to być bardzo głupie. Nawet jeżeli miałabym się potknąć i prosić o pomoc. To trudne, nadal się tego uczę.

Październiku, wiem że czytasz to pewnie wieczorem, gdy świat już śpi. Ja muszę przestać spać, muszę iść... Iść.

Iść! Już 13! Muszę iść!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Drogi Październiku! #1

Nie wiem tak naprawdę dlaczego zaczynam kolejny projekt na tym blogu. Mam już codzienne pisanie na moim "dorosłym blogu", a chcę pisać regularnie też tu. Może to nie jest tak głupi pomysł? Co o tym sądzisz, Październiku?

To będą krótkie listy do Ciebie, wiesz? Nie mogę pisać za długo, bo jeszcze rozmyślę się zanim to dodam. A nie chcę tego robić, bo przecież pisanie było od zawsze jedyną moją prawdziwą pasją. I nic innego nie sprawiało mi tyle radości, co układanie słów w odpowiednie kombinacje. A potem tych słów w zadania, a zdań w akapity.

Często pewnie będę pisała do Ciebie może zbyt prywatnie, może o sprawach, o których powinno się milczeć... Ale przecież od zawsze byłeś moim przyjacielem. Jeżeli kiedyś znudzi Ci się słuchanie, odejdziesz. Zawsze wiesz, kiedy powinieneś odejść. I zawsze doskonale wiesz, kiedy masz powrócić. Tak właśnie działają przyjaciele.

Póki co czas chyba już kończyć oczy mi się jeszcze nie kleją, ale muszę wziąć prysznic i położyć się spać. Jutro czeka mnie prawdziwe wyzwanie - muszę wyjść do świata. Oby tym razem skończyło się szczęśliwiej.

Do zobaczenia za jakiś czas, Październiku!

Źródło: https://instagram.com/p/8RGRl8hHWY/
 

 
Katuję się zieloną herbatą, bo czarna źle na mnie działa. Postanowiłam ograniczyć sobie cukier. Nie odchudzam się, po prostu stwierdzam, że za dużo go wypijam w herbacie. Zieloną jestem w stanie pić tylko gorzką, więc super!

Piszę nadal na Marou, więc jeżeli chcecie poczytać coś bardziej rozbudowanego niż te pierdy tutaj, to zapraszam! Link jest po prawej stronie.

Dzisiaj nowy mały sukces. Cały dzień spędziłam w mieszkaniu i nie dostałam ataku paniki, nie miałam nawet bardzo chujowego humoru przez większość czasu. #win
 

 
Sprawdzam tylko czy Pinger już działa... Jakby co to czuję się chujowo, ale dużo, dużo lepiej niż kiedykolwiek.

Dzisiaj pierwszy raz wygrałam z Łukaszem w kamień-papier-nożyce!
  • awatar blackberryswirl: Pinger działa po swojemu. Ja mam ustawione, żeby powiadomienia o nowych wpisach z obserwowanych blogów szły mi na maila i wszystko dostaję na bieżąco. A wyświetla się kiedy chce, z tym że wczoraj jakby w końcu odkrztusił.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Oh, wow. Pinger piardnął i w końcu pojawiły się moje zaległe wpisy. A już myślałam, że są stracone! Taka tam niespodziewanka.

Btw, wiecie jaka jest duża zaleta tego, że mój mężczyzna jest iluzjonistą? Pokazuje mi różne takie rzeczy, których sama pewnie nie znalazłabym. Na przykład takie!

Iluzja jest niesamowicie potężną rzeczą. Bardzo, bardzo łatwo można manipulować ludźmi za jej pomocą.
 

 
Sfochałam się na Pingera jakiś czas temu, bo jest podłą bestią, która nie pozwala mi dodawać wpisów... Zastanawiam się czy już wszystko wróciło do normy.
 

 
Czekam aż mój post magicznie pojawi się znowu na blogu, a tymczasem powiem Wam, że nie mam troszkę sił na cokolwiek. Nie wiem dlaczego, ale dopadła mnie męcząca rozkmina nad moim życiem. To pewnie przez to, że psycholog kazała mi myśleć nad moimi zachowaniami i tak dalej. Trochę irytuje mnie fakt, że ciągle rozmawiamy na temat mojej rodziny. Ja wiem, że dużo zależy od dzieciństwa, ale rozmawianie na temat mojej przeszłości nie pomaga mi. Z moimi rodzicami wszystko jest ok. Wmawianie mi, że moja mama rozbija rodzinę tym, że nie chce rozmawiać o swoich uczuciach ze mną jest trochę głupie i odrobinę zaczyna mnie irytować. Mdli mnie na myśl o kolejnej wizycie tam.
 

 
Em... W ramach projektu "mniej pierdolenia, więcej kontentu" przedstawiam Wam opis tego, co ostatnio się u mnie działo. Wiem, że pewnie ze dwie osoby chciałby się dowiedzieć. So here we go!

Pojechałam do domu jakoś tak w zeszłym tygodniu, posiedziałam tam trochę, wypłakałam co miałam wypłakać i znowu jestem w Poznaniu. Wczoraj przyjechałam byłam u psychologa, wpadł do mnie Łukasz, a teraz siedzę i kombinuję jak sobie poukładać życie.

Wczoraj znowu rozkminialiśmy z Łukaszem nasze spotkanie na Pyrkonie. I nasz pierwszy pocałunek. God. Za każdym razem, gdy o tym myślę, robi mi się odrobinę gorąco. Dobrze wiem dlaczego... Cokolwiek z nim robię, wydaje się być dużo bardziej ekscytujące.

Jutro znowu będę go mogła wytulać <3 Wybaczcie za wylewanie moich miłosnych rzygów tutaj.

Taka ciekawostka... Zawsze, gdy spotykam go po dłuższym czasie potrzebuję godziny na oswojenie się z nim na nowo. Zazdroszczę mu, że tak nie ma. Może to przez to, że jestem dziewczyną? Nie wiem. Trochę mnie to irytuje, bo przecież jestem w nim zakochana po uszy, a zawsze na początku coś mnie blokuje.

Uwielbiam, gdy przytula mnie mocno i całuje w czubek głowy.
 

 
Trzeci atak paniki.

God. Niech ktoś mnie uratuje przed sobą, bo nie radzę sobie sama.

Ktoś na yt wrzucił wszystkie koncerty Arashi. Jaram się jak cholera. Ten zespół ma już ponad 20 lat O.o
  • awatar Effugere: fajne :D
  • awatar Luspea: A tamten wpis i twój komentarz razem z nimi-przez chwilę udało mi się go wyświetlić, a potem poszło w siną dal
  • awatar Ekscentryczny śledź: @Luspea: Chyba żartujesz... -.- Ja już je mam na dysku! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
I.... Drugi atak paniki dzisiaj! Świetnie.

Nie wiem co się ze mną dzieje, serio. Zagryzam zęby i udaję przed rodzicami, że nic mi nie jest, ale głowa mi pęka na kawałki. Boże. Muszę stąd wyjechać, bo wariuję. Naprawdę. To okropne, że we własnym domu czuję się tak źle.

Na szczęście nie ma we mnie żadnej autoagresji. Jest tylko ta pustka. I panika. Dobrze, że mam jego. Gdyby nie Łukasz, pewnie wypłakiwałabym teraz ostatnie łzy.
  • awatar Effugere: Chyba rozumiem co czujesz mnie tez czasem ogarnia panika. Niestety idzie za tym autoagresja i łzy, bo brak pocieszenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Och. God.

Atak paniki. A już myślałam, że jest ok. Najwyraźniej czeka mnie dłuższa droga niż myślałam.

Uspokaja mi nerwy.